REKLAMA

Tabela ligowa

Team
Played Wins DRAW Lost Goals score Goals conceded Points
1 UNIA Tarnów 16 11 3 2 42 17 36
2 POPRAD Muszyna 16 9 5 2 35 17 32
3 WOLANIA Wola Rz. 16 10 2 4 35 23 32
4 SANDECJA II Nowy Sącz 16 10 1 5 40 16 31
5 TERMALICA II Nieciecza 16 9 2 5 32 22 29
6 LUBAŃ Maniowy 16 9 2 5 30 21 29
7 LIMANOVIA Limanowa 16 9 2 5 32 25 29
8 BOCHEŃSKI KS 16 7 4 5 31 27 25
9 WIERCHY Rabka Zdrój 16 7 3 6 23 20 24
10 GLINIK Gorlice 16 7 2 7 21 20 23
piątek, 24 kwiecień 2020 12:00

W ogniu pytań - Łukasz Drąg

Łukasz Drąg (biała koszulka, Wolania – Dunajec Zakliczyn, 2011)
 
    Kolejnym zawodnikiem, z którym udało się nam zamienić kilka słów, jest Łukasz Drąg. Boczny pomocnik, noszący pieszczotliwą ksywkę "Myszka", występował w naszym klubie w latach 2005-2011. Swoje przezwisko zawdzięczał swojej niewielkiej posturze jednak na boisku był nieustępliwy i dał się zapamiętać kibicom z pozytywnej strony. #zostanwdomu Zapraszam do lektury.
 

Łukasz Drąg (biała koszulka, Wolania – Mogilany, 2011)
 
Łukasz Zając: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z klubem z Woli Rzędzińskiej ?
Łukasz Drąg: Przychodziłem na Wolanię w przerwie zimowej sezonu 2004/05. Byłem zaraz po odbyciu zasadniczej służby wojskowej, więc miałem rok przerwy od gry w piłkę nożną i byłem wolnym zawodnikiem. Po za tym studiowałem w Tarnowie wraz z Bogdanem Saletnikiem i Jakubem Pajorem, z którymi grałem wcześniej w Wisłoce Dębica. Bogdan i Jakub w tamtym okresie czasu byli już graczami klubu z Woli Rzędzińskiej i wiedząc, że nigdzie nie gram przekonali mnie żebym przyszedł na trening i spróbował swoich sił. Akurat był okres przygotowawczy i pod okiem Romana Ciochonia postanowiłem odbudować się sportowo. Wcześniej wymieniona dwójka kolegów pomogła mi w szybkiej aklimatyzacji w drużynie.
 

Łukasz Drąg (czerwony strój, Wolania – Orkan Szczyrzyc, 2009)
 
Łukasz Zając: Jak wspominasz swoją pierwszą rundę w naszej drużynie ?
Łukasz Drąg: W przerwie zimowej trener Roman Ciochoń szukał nowych zawodników by trochę przebudować i wzmocnić skład, aby skutecznie walczyć o zachowanie czwartoligowego bytu. Po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym i solidnej pracy trenera, mogłem powrócić do formy i ustabilizować swoją grę. Wówczas, spora część sezonu, rozegraliśmy w roli gospodarza na boisku Błękitnych Tarnów, gdyż nasz obiekt był w remoncie. Fakt grania niby u siebie, a jednak na obcym boisku był uciążliwy. Wiadomo gra na własnym terenie i przed własnymi kibicami dodaje skrzydeł. W końcu przyszedł ten dzień i powróciliśmy na Wolę Rzędzińską. Mieliśmy piękny obiekt, na który warto było czekać. Ostatecznie zrealizowaliśmy cel i utrzymaliśmy się w IV lidze.
 

Łukasz Drąg (na środku, Wolania – Orzeł Balin, 2011)
 
Łukasz Zając: Jak dojeżdżałeś na mecze i treningi ?
Łukasz Drąg: Różnie z tym bywało. Na treningi i mecze, z Dębicy, dojeżdżałem głównie pociągami. Czasami ten środek transportu zawodził i miał opóźnienia. Godziny kursów pociągów i treningów nie pokrywały się ze sobą. Ogólnie, wraz z trenerem i pozostałymi zawodnikami, staraliśmy się odpowiednio dopasować godziny zajęć by wszyscy byli zadowoleni. Raczej nie było problemu ze zgraniem tego wszystkiego.
 
Łukasz Zając: W trakcie sześciu lat, w których reprezentowałeś barwy Wolanii, strzeliłeś dla naszego klubu siedem bramek. Czy któryś gol zapadł Ci na dłużej w pamięci ?
Łukasz Drąg: Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, choć ilość zdobytych przeze mnie goli nie powala na kolana. Dla mnie ważniejsze było wypracowanie sytuacji kolegom i wykonanie podania otwierającego drogę do bramki przeciwników. To w głównej mierze cieszyło mnie najbardziej.
 

Dziennik Polski (29.04.2010)
  
Łukasz Zając: Jak nie pamiętasz bramek, to może jakieś spotkanie utkwiło Ci w głowie ?
Łukasz Drąg: To już prędzej. W sezonie 2009/10, po powrocie do IV ligi, w rundzie wiosennej, rozgrywaliśmy mecz na własnym terenie z silnią wówczas Szreniawą Nowy Wiśnicz. Pod koniec pierwszej części gry sprokurowałem rzut karny, który niestety został wykorzystany. Na nasze szczęście jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania udało nam się doprowadzić do remisu. Po składnej akcji całego zespołu znalazłem się oko w oko z golkiperem przyjezdnych. Mogłem strzelać, ale zauważyłem lepiej ustawionego Grzegorza Jasiaka, który po moim podaniu dopełnił już tylko formalności. Ostatecznie, mecz zakończył się remisem 1:1, a ja mogłem zrehabilitować się za głupiego karnego.
 

Łukasz Drąg (pierwszy po prawej, 2010)
 
Łukasz Zając: W przerwie zimowej sezonu 2011/12 opuściłeś Wolanię. Jakie były przyczyny ?
Łukasz Drąg: Pewne rzeczy się zmieniły w moim życiu. Doszło więcej obowiązków zawodowych i rodzinnych. Po prostu zaczynało brakować czasu na ogarnięcie tego wszystkiego i musiałem z czegoś zrezygnować dla dobra rodziny, która mi się powiększyła. Dojazdy zabierały mi dużo czasu, a klasa ligowa wymagała systematycznych treningów. Nie byłem w stanie tego wszystkiego pogodzić. Trener Mariusz Lasota, prezesi jak i sami zawodnicy zachęcali mnie do pozostania, jednak przyszedł czas na rodzinę.
 

Łukasz Drąg (biała koszulka, Wolania - Dunajec Zakliczyn, 2011)
 
Łukasz Zając: Jak wspominasz czasy gry w Wolanii ?
Łukasz Drąg: Był to najlepszy czas mojej gry. Nigdzie indziej nie udało mi się tak rozwinąć sportowo jak w Wolanii. Myślę, że wraz z chłopakami, tworzyliśmy zgrany zespół. Chciałem gorąco podziękować wszystkim, których spotkałem w klubie z Woli Rzędzińskiej: prezesom, trenerom, zawodnikom i kibicom. Bardzo miło wspominam ten czas, a doświadczenia wyniesione z przebywania z Wami zaprocentowały w moim dalszym życiu. Dziękuję Wam za waszą obecność i pomoc.
 
Łukasz Zając: Czy od ostatniego meczu w drużynie Wolanii byłeś obecny na jakimś spotkaniu naszej drużyny ?
Łukasz Drąg: Głupio się przyznać, ale od zakończenia mojej przygody z drużyną Wolanii, niestety nie byłem na żadnym meczu. Czasami zerkam na wyniki i tabelę ligową by sprawdzić jak obecnie radzi sobie mój były klub.
 
Łukasz Zając: Jest rok 2020. Czym Łukasz Drąg zajmuje się obecnie ?
Łukasz Drąg: Obecnie nigdzie nie gram, raz w tygodniu spotykam się z kolegami na orliku by trochę pobiegać. Teraz jestem trenerem swojego syna i gramy z nim w piłkę pod domem. Ponadto przerzuciłem się na rower by nie skapcanieć. Uprawiam ogród i pracuję zawodowo.
 
FOTO: własne, RDN Małopolska, Dziennik Polski
Opublikowano w Wolania
piątek, 17 kwiecień 2020 10:00

W ogniu pytań - Grzegorz Jasiak


Grzegorz Jasiak (2013)
 
     Tym razem porozmawialiśmy z ikoną naszego klubu - Grzegorzem Jasiakiem. "Gelo", swoją piłkarska karierę rozpoczynał właśnie na Woli Rzędzińskiej. W barwach tarnowskiej Unii i Hutnika Kraków zaliczył występy na zapleczu I ligi (obecnie Ekstraklasy). W młodzieńczych latach miał przyjemność rozegrania czterech spotkań w Reprezentacji Polski U-21. Po swoich wojażach powrócił na stare śmieci, gdzie jako napastnik, na przestrzeni dziewięciu sezonów, zdobył 178 bramek dla Wolanii. #zostanwdomu i zapraszamy do lektury. 
 

Grzegorz Jasiak (Unia Tarnów, niebieski strój) Wawel Kraków – Unia Tarnów, 1999
 
Łukasz Zając: Od młodzieńczych lat byłeś wyróżniającym się zawodnikiem. Miałeś talent i umiejętności. Jak prezentuje się Twoja piłkarska kariera ? W drużynie Unii Tarnów oraz Hutnika Kraków grałeś na zapleczu I ligi (obecnie Ekstraklasy).
Grzegorz Jasiak: Swoje piłkarskie, pierwsze kroki, stawiałem w klubie z Woli Rzędzińskiej. W sezonie 1992/93, jako młody chłopak, wraz z ekipom Wolanii awansowałem do ligi międzywojewódzkiej (IV liga). Po udanych występach, w wolańskiej drużynie, moją osobą zainteresował się Stanisław Krok, który był trenerem trzecioligowej Tarnovii Tarnów. I tak, w styczniu 1993r. zostałem zawodnikiem tej drużyny. Piłkarzem Tarnovii byłem przez 3 rundy. W lipcu 1994r. przeszedłem do drugoligowej Unii Tarnów, gdzie szkoleniowcem był Zbigniew Kordela. W tym klubie grałem przez 5 sezonów. Następnie, w sezonie 1999/00, zasiliłem ekipę drugoligowego Hutnika Kraków. W 2003r. zostałem graczem rzeszowskiej Stali, jednak po roku powróciłem na Nową Hutę, a następnie na Wolę Rzędzińską gdzie wszystko się zaczęło.
 

Powołania do Reprezentacji Polski U-21 (1996)
 
Łukasz Zając: W 1996r. miałeś epizod w młodzieżowej Reprezentacji Polski. Jak zapamiętałeś grę z orzełkiem na piersi ?
Grzegorz Jasiak: Zgrupowania reprezentacyjne wspominam bardzo dobrze. Były one dla mnie czymś wyjątkowym, czymś co zapamiętałem i będę pamiętał do końca życia. Szkoda tylko, że to tylko krótki epizod. W listopadzie 1996r. kończyłem 21 lat i według ówczesnych przepisów nie mogłem już grać w tej kategorii wiekowej. W sumie w biało-czerwonych barwach rozegrałem cztery spotkania. Najbardziej pamięta się swoje debiuty. Dla mnie był to mecz w Atenach z Grecją. Niestety przegrany. Zagrałem wtedy w wyjściowym składzie i przebywałem na murawie do 70min.. Selekcjonerem kadry U-21 był w tamtych czasach Andrzej Zamilski. W zespole grałem między innymi z Grzegorzem Szamotulskim, Radosławem Sobolewskim, Bartoszem Bosacki, Mariuszem Kukiełką, Danielem Dubickim, Grzegorzem Kaliciakiem ale największe wrażenie wywarł na mnie Krzysztof Nowak oraz Marcin Piekarski. Krzysztof Nowak na naszym tle zdecydowanie się wyróżniał, w młodym wieku wyjechał do Wolfsburga i zaliczył 70 występów w Bundeslidze. Niestety w wieku 30 lat zmarł. Marcin Piekarski był natomiast najbardziej kreatywnym zawodnikiem z jakim przyszło mi kiedykolwiek grać.
 

Grzegorz Jasiak (Hutnik Kraków, po prawej) Hutnik Kraków – Stal Rzeszów, 2005
 
Łukasz Zając: W 2005r. powróciłeś na Wolanie. Co Cię skłoniło do powrotu na Wolę Rzędzińską i grę w naszym klubie ?
Grzegorz Jasiak: Do powrotu, do mojego macierzystego klubu, przyczynili się włodarze Wolanii oraz trener Roman Ciochoń. Pamiętam, jak Andrzej Prendota wraz z Krzysztofem Czarnikiem i Wacławem Ciochoniem przyjechali do mojego domu by nakłonić mnie do podjęcia właściwej decyzji. w dużej mierze kierowałem się sentymentem i stabilizacją życia. W 2004 urodził mi się syn i wybudowałem dom. Chciałem być bliżej rodziny. 
 

Grzegorz Jasiak (IKS Olkusz – Wolania Wola Rzędzińska, 2009)
 
Łukasz Zając: Po powrocie do wolańskiej ekipy grałeś w niej 9 sezonów. W tym czasie strzeliłeś dla Wolanii aż 178 bramek. Czy spodziewałeś się, że tak łatwo przyjdzie Ci zdobywanie goli ?
Grzegorz Jasiak: Strzelić w przeciągu 9 sezonów 178 bramek to jest wielki wyczyn, jednak nie spodziewałem się, że aż tyle trafień zaliczę. Zespół Wolanii był wówczas nastawiony na grę bardzo ofensywną. W moim przekonaniu była to bardzo dobra praca trenera - Romana Ciochonia. Mieliśmy silną drużynę, zwłaszcza do gry do przodu. Marcin Gąsior, Piotr Brożek, Mirosław Kozioł, Łukasz Drąg, Bogdan Saletnik to tylko niektórzy z zawodników, którzy stanowili siłę napędową. Ja byłem jedynie ostatnim ogniwem. Wszystkie gole, które zdobyłem, były zasługą całego zespołu i tak naprawdę bez kolegów nie mógłbym ich tyle zdobyć. Piłka nożna to gra zespołowa.
 

Grzegorz Jasiak (Wolania Wola Rzędzińska, sezon 2009/10)
  
Łukasz Zając: Po mimo swojego wieku dalej jesteś czynnym piłkarzem. 
Grzegorz Jasiak: Tak, zgadza się. Na murawie można mnie jeszcze zobaczyć w zespole z Ładnej, gdzie gram od 5 lat. W tej drużynie jest spora grupa zawodników z Woli Rzędzińskiej, wychowanków Wolanii. Po mimo mojego wieku, a mam 45 lat, gra w piłkę nożną sprawia mi ciągle wielka radość. Ciężko powiedzieć mi jak długo jeszcze będę czynnym piłkarzem, ale póki zdrowie pozwoli to nie zamierzał zawieszać butów na kołku.  
 

Grzegorz Jasiak (Alwernia – Wolania Wola Rzędzińska, 2011)
 
Łukasz Zając: Z futbolem związany jesteś cały czas. Jesteś nie tylko piłkarzem, ale też trenerem.
Grzegorz Jasiak: Jest dokładnie tak jak mówisz. Piłce nożnej podporządkowane jest moje całe życie. Obecnie jestem trenerem Akademii Młodych Orłów w Tarnowie. Wcześniej prowadziłem grupy młodzieżowe Wolanii i seniorów LKS Ładna. Lubie to co robię. Zawsze chętny jestem na pogłębianie swojej wiedzy trenerskiej. Często jeżdżę na szkolenia, rozmawiam z moimi byłymi szkoleniowcami i chętnie wymieniam poglądy na temat pracy trenerskiej.
 

Grzegorz Jasiak (Wolania Wola Rzędzińska – Nowa Jastrząbka, 2013)
 
Łukasz Zając: Jak zmieniły się metody szkoleniowe na przestrzeni ostatnich 15-20 lat ?
Grzegorz Jasiak: W ostatnim dwudziestoleciu system szkoleniowy i podejście do treningu bardzo się zmieniło. Jeśli chodzi o grupy dziecięce i młodzieżowe to teraz największy nacisk kładzie się na intensywność i jakość wykonywanych ćwiczeń. W mojej ocenie to są dwie najważniejsze rzeczy. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby w dzisiejszych czasach trener, obojętnie jakiej grupy wiekowej, nie miał wcześniej przygotowanych, zaplanowanych zajęć, ćwiczeń dla swoich zawodników.
 

Grzegorz Jasiak (Wolania Wola Rzędzińska – Polan Żabno, 2014)
 
Łukasz Zając: Czy Twoi synowie idą śladami ojca ?
Grzegorz Jasiak: Tak się złożyło, że cała trójka moich synów, podobnie jak ja w młodości, pokochała piłkę nożna. Najstarszy z nich - Mateusz, gra w juniorach młodszych Akademii Piłkarskiej Górnik Zabrze, Hubert jest zawodnikiem młodzików Akademii Mistrzów Cracovia Kraków, a Igor, jako żak, szlifuje swoją formę w Tarnovii Tarnów. Czy będą lepsi ode mnie ? Czas pokaże. Wiadomo, że jak się trenuje jakąś dyscyplinę sportu, to ma się jakieś marzenia i do tych marzeń trzeba dążyć. Na końcowy sukces składa się wiele czynników co w połączeniu z odrobina szczęścia może sprawić, że moi synowie zajdą wyżej niż ja. 
 
Grzegorz Jasiak (Mecz Wspomnień, 2014)  
 
Łukasz Zając: Kilka słów na koniec.
Grzegorz Jasiak: Nie było mi dane pożegnać się z kibicami Wolanii na boisku. Wielka szkoda, ale korzystając z okazji bardzo dziękuje im za wsparcie jakie dawali mi z trybun. Zawsze byli ze mną na dobre i na złe. Mam nadzieję, że swoją postawą na murawie nie zawiodłem ich oczekiwań. Swoje podziękowania kieruje także do swojej rodziny, a przede wszystkim mojej żony Anny. Stara się być na każdym moim meczu i mi kibicować. Jest moim oparciem, zwłaszcza w tych niekorzystnych momentach. Aniu kocham Cię za to. 
 
FOTO: Własne, Dziennik Polski, Archiwum Grzegorza Jasiaka
 
Opublikowano w Wolania
sobota, 11 kwiecień 2020 10:33

Życzenia wielkanocne

    Z okazji Świąt Wielkanocnych, Zarząd Ludowego Klubu Sportowego "Wolania", życzy wszystkim zawodnikom, ich bliskim oraz sympatykom wolańskiej drużyny, zdrowych i pogodnych świąt, pełnych wiary, nadzieję i miłości. 
Opublikowano w Wolania
wtorek, 07 kwiecień 2020 10:00

W ogniu pytań - Waldemar Chudzikiewicz

Waldemar Chudzikiewicz – błękitny strój (Mecz Wspomnień 2014r.)
 
    Kolejnym naszym rozmówcą, w serii "W ogniu pytań", będzie nasz wychowanek - Waldemar Chudzikiewicz. Rudowłosy zawodnik grał w naszym klubie na pozycji defensywnego pomocnika do 2010r.. Główną jego rolą, na boisku, było rozbijanie ataków drużyny rywali. Dysponował mocnym uderzeniem z dystansu, o czym niejeden golkiper się przekonał. Z powodów zdrowotnych, niestety przedwcześnie, musiał zakończyć piłkarska przygodę. #zostanwdomu i
zapraszamy do lektury.
 
Łukasz Zając: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z futbolem ?
Waldemar Chudzikiewicz: Moja przygoda z piłką nożną zaczęła się w wieku 9 lat. Wtedy, po przeczytaniu ogłoszenia w szkole, o naborze do grup młodzieżowych Wolanii, udałem się sam na pierwsze zajęcia. Moim pierwszym trenerem, pod okiem którego miałem przyjemność trenować był Janusz Wroński. Zajęcia odbywały się dwa, trzy razy w tygodniu. 
 
Piłkarska Kadra Czeka 1996r. (Waldemar Chudzikiewicz - dolny rząd, pierwszy po lewej)
 
Łukasz Zając: Jakie są Twoje sportowe sukcesy z młodzieńczych lat ?
Waldemar Chudzikiewicz: W wieku 13, 14 i 15 lat miałem okazję trzykrotnie reprezentować Województwo Małopolskie w Mistrzostwach Polski. Były to puchary Kazimierza Deyny, Jerzego Michałowicza i Wacława Kuchara. Był i ogólnopolski Turniej Piłkarska Kadra Czeka, w którym wraz z chłopakami z Woli Rzędzińskiej i okolic wywalczyliśmy drugie miejsce. Finałowy turniej został rozegrany w 1996r. w Ustce. Wówczas w naszym zespole grał późniejszy reprezentant Polski – Seweryn Gacnarczyk, który dzięki swojej fryzurze miał u nas ksywkę "Paniena". Bardzo dobrze wspominam te rozgrywki i chętnie wracam do nich myślami. (więcej na temat Turnieju Piłkarska Kadra Czeka, w którym zawodnicy z Woli Rzędzińskiej zajęli 2 miejsce ---> kliknij TUTAJ – edycja XII -1996)
 
Łukasz Zając: Kiedy zostałeś włączony do kardy pierwszego zespołu Wolanii i jak wyglądała wtedy szatnia?
Waldemar Chudzikiewicz: Do seniorskiej drużynie Wolanii dołączyłem w wieku 16 lat. Trenerem wolańskiego zespołu był Bogusław Kwiek, a zespół grał w silnie obsadzonej 4 lidze. Nie ukrywam, że zobaczyłem co to hierarchia w szatni. Takie były czasy. Młodzi zawodnicy znali swoje miejsce w szeregu. Byli, między innymi odpowiedzialni za utrzymanie czystości w szatni czy też czyszczenie butów starszym kolegom. Do moich obowiązków należało przygotowanie sprzętu przed, po treningu, jak i przed każdym meczem.
 
Wolania Wola Rzędzińska 2001 (Waldemar Chudzikiewicz - dolny rząd, trzeci od lewej)
 
Łukasz Zając: Dysponowałeś atomowym uderzeniem na bramkę przeciwników. Czy pamiętasz ile bramek zdobyłeś strzałami z dystansu ? (próbka umiejętności Waldemara Chudzikiewicza VIDEO 00:24)
Waldemar Chudzikiewicz: Tak to prawda, uderzenie miałem dość mocne. Kilka ładnych bramek udało mi się strzelić z dystansu, ale tak naprawdę to ich nie liczyłem.
 
  
Waldemar Chudzikiewicz za czasów gry w Wolanii Wola Rzędzińska
 
Łukasz Zając: Jaka była rywalizacja na Twojej pozycji za czasów kiedy rozgrywałeś mecze w ekipie Wolanii ?
Waldemar Chudzikiewicz: Za moich początków w seniorskiej piłce, grano systemem 3-5-1, następnie przerzucono się na system 4-4-2. Trenerzy wystawiali mnie głównie w środku pola z zadaniami defensywnymi. Grywałem też na obronie.  Rywalizacja o miejsce w pierwszym składzie zawsze była duża. Było naprawdę wielu dobrych zawodników i każdy z nich chciał grać. Pamiętam dwie rundy, w których nie opuściłem ani jednej minuty na boisku. Wraz z Wolanią zaliczyłem spadek jak i awans, ale zawsze w drużynie była pozytywna atmosfera i na każdego było można liczyć. 
 
Wolania Wola Rzędzińska 2007r. (Waldemar Chudzikiewicz – dolny rząd, piąty od lewej strony)
 
Łukasz Zając: Musiałeś przedwcześnie zakończyć przygodę z piłką z powodu kontuzji. Czy mógłbyś coś więcej o tym urazie powiedzieć ?
Waldemar Chudzikiewicz: Moja przygoda z piłką skończyła się dość wcześnie. Spowodowane było to kontuzją, której doznałem w trakcie meczu. Jak się później okazało, było to zerwanie więzadła krzyżowego przedniego, a więc czekała mnie dłuższa przerwa. Po powrocie do pełnej sprawności myślałem nad powrotem do treningów, ale wszystko szło jakoś pod górę. Na chwilę obecną grywam tylko amatorsko w piłkę nożną.
 

Waldemar Chudzikiewicz – błękitny strój (Mecz Wspomnień 2014r.)
 
Łukasz Zając: Czy jesteś na bieżąco z wynikami Wolanii ?
Waldemar Chudzikiewicz: Poczynania obecnej drużyny Wolanii śledzę na bieżąco. Jeśli mam możliwość i chwilę wolnego czasu przyjeżdżam na stadion by obejrzeć mecz. Chciałbym z tego miejsca podziękować wszystkim chłopakom z którymi grałem. Na boisku przeżyliśmy niezapomniane chwilę i po mimo, że nasze drogi w jakiś sposób się rozeszły to dalej utrzymujemy mniejszy lub większy kontakt. Panowie jeszcze raz dziękuję. 
 
FOTO: www.old.lzs.pl, www.miastoiludzie.pl, Gazeta Krakowska, własne.
Opublikowano w Wolania
piątek, 03 kwiecień 2020 05:00

W ogniu pytań - Józef Sztorc

 
    Tym razem prezentujemy rozmowę z Panem Józefem Sztorcem - prezesem naszego Klubu w latach 1990-2010. Pan Józef to przedsiębiorca, senator V kadencji, działacz charytatywny, sportowy i społeczny, inicjator licznych przedsięwzięć, który w znaczący sposób wpłyną na rozwój wolańskiego Klubu. Poniższe wspomnienia to tylko krótka część historii, którą chcemy co nie co przybliżyć kibicom. Obszerniejsze i bardziej szczegółowe informacje o Klubie z Woli Rzędzińskiej będą opisane w książce, którą Pan Józef Sztorc planuje wydać. Nie przedłużając #zostanwdomu i zapraszamy do lektury.
 

 
Łukasz Zając: Co Pana skłoniło do zaangażowania się w działalność sportową w naszym Klubie ?
Józef Sztorc: Po nie najlepszych latach Klubu, działacze Wolanii, nieżyjący już Józef Boruch, Ignacy Gębala i Julian Majcher oraz późniejszy trener Roman Ciochoń, próbowali nakłonić mnie do zaangażowania się w pomoc Klubowi. Po kilku konstruktywnych rozmowach, wcześniej wymienieni panowie, zdołali przekonać mnie i na walnym zebraniu Klubu w dniu 28 lutego 1990r. zgodziłem się objąć funkcję Prezesa. Do Zarządu weszli wtedy: Andrzej Prendota, Kazimierz Cecot, Józef Paluch i Ignacy Gębala.
 
Łukasz Zając: Jakie Pan sobie postawił cele po objęciu stanowiska Prezesa Wolanii i co udało się zrealizować ?
Józef Sztorc: Na początku nie wiedziałem od czego zacząć porządki w Klubie. Po wielu naradach z członkami Zarządu, postanowiliśmy podnieść poziom sportowy drużyny i ukończyć wcześniej rozpoczętą budowę budynku Klubowego. Po wielu kłopotach budynek został oddany do użytku. Niedługo po otwarciu tego obiektu, w Klubie zjawiła się kontrola z Urzędu Skarbowego. Głównym Księgowym na Wolanii był wtedy Pan Stanisław Sawczak i to właśnie on "mocował się" z kontrolującymi. Po pół roku okazało się, że w naszym Klubie jest wszystko w porządku, co niektórym nie było do końca na rękę. Wraz z wzrostem liczby zawodników i drużyn, Wolania zaopatrzyła się w dwa autobusy. Jeden z nich to był Jelcz, nabyty od Iglopolu Dębica, w ramach wymiany za naszego zawodnika - bramkarza Mariusza Pięciaka. To był pojazd dość wysłużony, ale jeździł. Z biegiem czasu zakupiliśmy trochę nowszy sprzęt - autobus Autosan, który oprócz tego, że woził zawodników na zawody, to był przez wiele lat wynajmowany firmom i przynosił zysk Wolanii.
 
Łukasz Zając: Za czasów Pana rządów zespół Wolanii, pierwszy raz w swojej historii, awansował do 4 ligi i mógł zaprezentować się szerszej widowni. Jak Pan wspomina tamte czasy ?
Józef Sztorc: Awansowaliśmy do 4 ligi w 1992r.. Wówczas Wolania stawiała na swoich zawodników. Była groźnym i niewygodnym przeciwnikiem dla czwartoligowych zespołów. Wszyscy podchodzili do nas z dużym respektem i szacunkiem. Cenię sobie to, że nie było u nas żadnej afery z "kupowaniem meczy" - po prostu nie było o tym mowy. W nagrodę za dobrą postawę zespołu w rozgrywkach, były organizowane zgrupowania i obozy sportowe w Polsce, na Węgrzech, a także na Słowacji.
 

 
Łukasz Zając: Za Pańskiej kadencji podjęto decyzję o generalnym remoncie stadionu w Woli Rzędzińskiej. Proszę o kilka słów na ten temat.
Józef Sztorc: Co do remontu stadionu, to inspiracją był program Unii Europejskiej "SAPARD", gdzie dofinansowanie było na poziomie bodajże 70% wartości inwestycji. Zbudowaliśmy piękny obiekt, którego wszyscy nam zazdrościli. Trzeba oddać pokłony Andrzejowi Prendocie, bo to właśnie on kierował oraz nadzorował modernizację stadionu i zrobił to na medal. Planowaliśmy budowę stadionu po drugiej stronie torów kolejowych, ale uważałem, że to zły pomysł i nie dążyłem do jego realizacji. Po wykonaniu remontu, uregulowaliśmy stan prawny obiektów (boiska i budynków klubowych) i na dzień dzisiejszy Wolania jest ich właścicielem, na co posiada wpis w księdze wieczystej.
 
Łukasz Zając: Z pewnością, przez dwadzieścia lat, przez wolański Klub przewinęła się spora grupa piłkarzy i trenerów. Kto Panu zapadł na dłużej w pamięci?
Józef Sztorc: Moim zdaniem, niewątpliwie, nie było by Wolanii bez trenera Jerzego Sutkowskiego. Spod jego ręki wyszło wielu znakomitych piłkarzy jak chociażby Grzegorz Jasiak oraz Piotr Brożek, których chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.
 
Łukasz Zając: Po dwudziestu latach zrezygnował Pan z pełnionej funkcji. Dlaczego ?
Józef Sztorc: Stanowisko Prezesa piastowałem 20 lat i jeden miesiąc. Na walnym zebraniu, w 2010r. i po udzielonym mi absolutorium, po prostu wstałem, powiedziałem: "do widzenia" i wyszedłem. Od rezygnacji z działalności próbował mnie odwieść ówczesny członek Zarządu powiatu tarnowskiego, Pan Adam Szpak, który był obecny na zebraniu, ale moja decyzja była nieodwołalna. Nie da się być wiecznym i trzeba było dać pole do popisu innym. Na Wolanii oczywiście nie działałem sam, bo byli inni koledzy w Zarządzie, którzy ponosili duży ciężar pracy i działalności w Klubie. Również inni sympatycy, których ciężko tutaj wymienić, przyczynili się do rozwoju Wolanii i bez nich nie było by tego co jest dziś. Chwała im za to.
 

 
Łukasz Zając: Proszę o krótkie podsumowanie swojej prezesury w Klubie z Woli Rzędzińskiej.
Józef Sztorc: Dziś Wolania kwitnie, jest piękny budynek klubowy, boisko, zaplecze, jest kilka drużyn piłkarskich, a pierwszy zespół gra w IV lidze. Jako jednemu z nielicznych udało mi się zaangażować całą wiejską społeczność do autentycznej pomocy Wolanii i dlatego, w wolańskim Klubie, przez tyle lat było wszystko w jak najlepszym porządku. Wszystko w należyty sposób zostało poukładane od spraw sportowych poczynając, przez sprawy finansowe, majątkowe, sprzętowe, a kończąc na współpracy ze sponsorami. Obecnie Wolania ma się dobrze i uważam, że organizacja, która została wprowadzona za moich czasów, dziś się sprawdza i chodzi wszystko jak w szwajcarskim zegarku. Tak zorganizowanego klubu sportowego w miejscowości, która nawet nie jest siedzibą gminy, nie ma nigdzie. Mogą nam pozazdrościć nawet miasta powiatowe takie jak Dąbrowa Tarnowska, Wieliczka, Limanowa czy Gorlice oraz wiele mniejszych miasteczek jak Wojnicz, Szczucin, Zakliczyn, Tuchów i Ciężkowice. To wszystko sprawia, że Wolania rozsławia Gminę Tarnów, do której należy Wola Rzędzińska.
 
Łukasz Zając: I już na sam koniec. Jak ocenia Pan sukces Wolanii jakim był niewątpliwie awans do 3 ligi ?
Józef Sztorc: Jak dla mnie awans do 3 ligi to był wybryk, który wyszedł Wolanii bokiem. Za mojej kadencji były zakusy na awans z 4 ligi, ale powiedziałem, że Wolania nie jest klubem na 3 ligę i dopóki będę Prezesem, to nie ma mowy o żadnym awansie. Myślę, że gra na tym poziomie była gorzką przygodą, po której wszystko jednak już wróciło do normy.
 
Foto: Archiwum Józef Sztorc. 
Opublikowano w Wolania
stat4u